TERAZ18°C
JAKOŚĆ POWIETRZA Bardzo dobra
reklama

Śladami Marszu Śmierci. Upamiętnią więźniarki podobozów Gross-Rosen

szw
SZW sob., 3 stycznia 2026 14:38

38-letnia Czeszka Valerie Straussová patrzyła na księżyc i myślała, że za chwilę umrze. Strzał w kark powalił ją na ziemię. Ale nie umarła.

Śladami Marszu Śmierci
Śladami Marszu Śmierci / Autor: UM w Sławie

81 lat później mieszkańcy Sławy i okolic przejdą trasą, którą w styczniu 1945 roku pędzono ponad tysiąc żydowskich więźniarek. Wydarzenie „Śladami Marszu Śmierci" odbędzie się w niedzielę 18 stycznia 2026 roku.

Valerie Straussová. Kobieta, która wyczołgała się z grobu

22 stycznia 1945 roku. Wieś Spokojna pod Śmieszkowem. SS-mani prowadzą wycieńczone więźniarki do wykopanego dołu. Kobiety, które nie mogły nadążyć za główną kolumną marszową, wieziono na taczkach. Teraz mają umrzeć.

Valerie Straussová stała w środku grupy.

– Była piękna noc i świecił księżyc. Popatrzyłam na księżyc i pomyślałam: taka szkoda, że muszę umrzeć i nikt się nigdy nie dowie, co tu się stało – wspominała później. – W tym momencie zrozumiałam, jak pięknie jest żyć, mimo wszystkiego, co przeżyłyśmy.

Usłyszała strzał. Kobieta po prawej upadła. Potem poczuła ostry ból w karku. Upadła, ale nie straciła przytomności.

– Czekałam, aż przyjdzie śmierć. Potem pojęłam, że strzał nie był śmiertelny – relacjonowała w zeznaniach złożonych w Pradze 23 lipca 1945 roku. – Przestraszyłam się, że zakopią mnie żywcem.

Leżąc w dole pełnym ciał, słyszała rozmowę oprawców. Jeden chciał wrzucić ciała do dołu, drugi najpierw je rozebrać.

– Ciężko chore, które przyjechały na taczkach, zabijemy kolbami karabinów – powiedział jeden z nich.

Kiedy odeszli po kolejne ofiary, Valerie wyczołgała się z grobu.

– Pomyślałam, że wolę być drugi raz zastrzelona, gdyby mnie znaleźli, niż pogrzebana żywcem.

Pod Spokojną zginęło około czterdziestu kobiet. Valerie była jedyną, która przeżyła.

Maria Wojciech z Wijewa: z ludzkich pobudek czułam potrzebę udzielenia pomocy nieszczęsnej kobiecie

Po wydostaniu się z masowej mogiły Valerie ukryła się w lesie. Spędziła noc w stogu słomy. Błąkała się dwa dni.

24 stycznia 1945 roku wczesnym rankiem dotarła do Wijewa. Krwawiąca i zmarznięta zapukała do izby, w której przebywała Maria Wojciech.

– Czy jesteście Polakami? – to było jej pierwsze pytanie.

Po uzyskaniu odpowiedzi opowiedziała, co ją spotkało. Nie ukrywała swojego żydowskiego pochodzenia.

Maria zdawała sobie sprawę, co ryzykuje. We wsi stacjonowali niemieccy żołnierze i żandarmi. Jej mąż Paweł w tym czasie więziony był w obozie w Auschwitz. Miała dzieci.

– Z ludzkich pobudek czułam potrzebę udzielenia pomocy nieszczęsnej kobiecie – mówiła później.

Wpuściła Valerię, żeby się ogrzała. Obmyła ranę i założyła opatrunek. Oddała swoje ubrania. Nakarmiła.

Następnego dnia Maria wraz z dziećmi przewiozła Valerię sankami do Jadwigi Wojciechowskiej – zakonnicy z zamkniętego przez Niemców klasztoru i szwagierki swojej siostry. Siostra Jadwiga otoczyła Valerię opieką do momentu zajęcia Wijewa przez Armię Czerwoną. Potem zabrała ją do szpitala w Wolsztynie, gdzie przez trzy tygodnie wracała do zdrowia.

Valerie przeżyła. Po wojnie wróciła do Pragi. Była jedną z ofiar, które zeznawały w procesie norymberskim.

Medal dla Marii Wojciech. Sprawiedliwa wśród Narodów Świata

27 listopada 1997 roku rada do spraw Sprawiedliwych wśród Narodów Świata przy instytucie Jad Waszem w Jerozolimie postanowiła odznaczyć Marię Wojciech Medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Uroczyste wręczenie z rąk ambasadora Izraela Yigala Antebi odbyło się 10 czerwca 1998 roku w Auli Leopoldina na Uniwersytecie Wrocławskim.

Maria Wojciech jest jedną z 20 osób z województwa wielkopolskiego uhonorowanych tym odznaczeniem. Zmarła niespełna pół roku po jego otrzymaniu – 22 listopada 1998 roku.

Na jej prośbę syn Józef z żoną Krystyną udali się w październiku 2000 roku do Izraela. Imię Marii Wojciech zostało uwiecznione na honorowej tablicy w Ogrodzie Sprawiedliwych wśród Narodów Świata na wzgórzu pamięci w Jerozolimie.

W 2022 roku Instytut Pamięci Narodowej uhonorował Marię Wojciech tablicami pamiątkowymi – na jej rodzinnym domu w Wijewie oraz na grobie na cmentarzu w Brennie.

800 kilometrów w mrozie. Historia Marszu Śmierci

W październiku 1944 roku Organizacja Todt we współpracy z SS założyła pod Przybyszowem dwa podobozy obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Schlesiersee I powstał w folwarku Bänischvorwerk, Schlesiersee II w Neuvorwerk. Dzieliło je półtora kilometra.

Do każdego trafiło po tysiąc więźniarek żydowskich. Przyjechały transportami kolejowymi z Auschwitz-Birkenau i getta łódzkiego. Były Polkami, Czeszkami, Węgierkami, Słowaczkami, Holenderkami i Belgijkami.

Kopały rowy przeciwczołgowe, które miały powstrzymać Armię Czerwoną. Głodowe racje. Bicie za najdrobniejsze przewinienia. Praca w zimnie.

19 stycznia 1945 roku Pierwszy Front Ukraiński przekroczył dawną granicę Rzeszy pod Wrocławiem. Wieczorem 20 stycznia rozpoczęto przygotowania do ewakuacji. 21 stycznia więźniarki wypędzono w mróz. Zdrowe szły pierwsze, w dwóch ponad 900-osobowych kolumnach. Chore, wiezione przez współtowarzyszki na taczkach, wyruszyły ostatnie.

Główną kolumnę Żydówek skierowano na Sulechów. Chore odłączono za Śmieszkowem. Przed wsią Spokojna, po zapadnięciu zmroku 22 stycznia, zostały zamordowane.

28 stycznia marsz dotarł do Zielonej Góry przez Świętno, Stary Jaromierz, Kargowę i Wojnowo. Tam więźniarki z Schlesiersee I połączono z częścią kobiet z miejscowego obozu i wysłano do Bergen-Belsen.

Pozostałe szły dalej. 31 stycznia – Krzystkowice. 7 lutego – Weisswasser. 13 lutego – Drezno, akurat bombardowane przez aliantów. 1 marca część kobiet odłączono i wysłano furmankami do obozu w Zwodau.

6 marca kolumna dotarła do Helmbrechts w Górnej Frankonii. – Piekło na ziemi – tak więźniarki opisywały ten obóz.

Przetrzymywano tam głównie Polki i Rosjanki wykorzystywane do pracy w fabryce amunicji. Na więźniarkach znęcano się w szczególnie okrutny sposób. Podczas miesięcznego pobytu 44 kobiety z Marszu Śmierci zginęły.

13 kwietnia ruszono dalej. 577 więźniarek żydowskich i 590 innych wyznań. Kobiety masowo umierały z wyczerpania. Strażnicy codziennie rozstrzeliwali te, które nie mogły iść.

Do dowódcy marszu Aloisa Dörra dotarł rozkaz zaprzestania rozstrzeliwań – zbliżały się wojska amerykańskie. Dörr rozkaz zignorował. Kazał zniszczyć dokumentację.

3 maja kolumna dotarła do czeskich Volar. Liczyła 350 kobiet. Podczas nalotu zginęła strażniczka. W odwecie Niemcy zabili 12 więźniarek. Następnego dnia w Prachaticach strażnicy zmusili kobiety do biegu przez las. Zastrzelono 19.

5 maja więźniarki przekazano lokalnej straży i pozostawiono na leśnej polanie. Rano 6 maja zorientowały się, że nikt ich nie pilnuje.

Tego dnia amerykańska 5. Dywizja Piechoty odnalazła 138 żywych kobiet. W kolejnych dniach 40 zmarło z wycieńczenia.

Ze śmiertelnego marszu ocalało 98 osób. Dla tych, które szły ze Sławy, droga wyniosła 800 kilometrów.

18 stycznia 2026. Śladami Marszu Śmierci

Burmistrz Sławy Cezary Sadrakuła, dyrektor Sławskiego Centrum Kultury i Wypoczynku Tomasz Krzymiński oraz członkowie Sławskiego Stowarzyszenia Historyczno-Eksploracyjnego „Ocalić od Zapomnienia" zapraszają na kolejną edycję wydarzenia „Śladami Marszu Śmierci".

Zbiórka między godziną 10:45 a 11:00 przed budynkiem dawnego dworca kolejowego przy ul. Kolejowej 4 w Sławie. O 11:00 uczestnicy wyruszą w pięciokilometrową drogę do miejsca dawnego folwarku. Około 12:30 – dotarcie na miejsce, krótka prelekcja i odczytanie fragmentu wspomnień jednej z więźniarek.

Podczas uroczystości odsłonięte zostaną trzy nowe tablice związane z Marszem Śmierci. Ich autorem jest Marek Grzelka.

Miejsca pamięci w gminie Sława

Między Przybyszowem a Starym Strączem zachowały się pozostałości obu podobozów. Dzięki staraniom gminy Sława i lokalnych towarzystw miejsca oznaczono tablicami informacyjnymi oraz pamiątkowymi głazami. Zabudowania podobozu Schlesiersee I zostały zakonserwowane i częściowo odtworzone.

Podczas ubiegłorocznej edycji odsłonięto tablicę informacyjną w Spokojnej – w miejscu pierwszej egzekucji podczas Marszu Śmierci. Odsłonięcia dokonała Aleksandra, córka Marii Wojciech.

O okolicznościach wydarzeń pod Spokojną i o Marii Wojciech opowiedział wtedy Przemysław Wojciech, członek stowarzyszenia „Ocalić od Zapomnienia", spokrewniony z bohaterką. Głos zabrała także dr hab. Dorota Sula z Muzeum Gross-Rosen w Rogoźnicy.

Źródło: Muzuem Gross Rosen, Sławskie Stowarzyszeneie Historyczno-Eksploracyjne, IPN Poznań

Reklama

Podsumowanie

    reklama
    Reklama – Partner

    Komentarze 0

    reklama

    Dla Ciebie

    18°C

    Pogoda

    Kontakt

    Nekrologi