Przez 2,5 roku walczył z nieuleczalnym nowotworem. Szukał leczenia w Izraelu, Niemczech, Szwajcarii. Pukał do każdych drzwi. W nocy z 6 na 7 kwietnia 2026 roku jego żona, Justyna, pożegnała go w mediach społecznościowych. Tomasz Smektała miał 44 lata.
We wrześniu 2024 r. Tomasz Smektała z Kłody, w powiecie leszczyńskim, zauważył niepokojące zmiany w swoim ciele. Trafił do szpitala. To, co usłyszał miesiąc później, nie mieściło się w głowie.
– We 2024 wrześniu zauważyłem powiększający się brzuch. Trafiłem do szpitala, w którym stwierdzono naciek na otrzewnej. Miesiąc później usłyszałem diagnozę mrożącą krew w żyłach – wtórny złośliwy nowotwór otrzewnej o nieznanym punkcie wyjścia – pisał sam Tomasz w opisie internetowej zbiórki.
Chemia nie pomogła. Nastąpiła progresja. Przeszedł operację cytoredukcji nacieku, który tworzył już zator w brzuchu. Nacieku nie udało się usunąć w całości.
Nie skapitulował. W opisie zbiórki na leczenie napisał: – Nie mogę czekać na śmierć. Muszę jak najszybciej działać. Chcę widzieć, jak moja córeczka dorasta, chcę być dla niej wsparciem.
Po kilkudziesięciu chemioterapiach w Polsce zakwalifikował się na leczenie w klinice w Izraelu. Terapia nie była refundowana. Rodzina stanęła przed ścianą.
Mieszkańcy regionu ruszyli z pomocą. Wsparcie napłynęło z różnych stron – ze zbiórek internetowych, z licytacji, z imprez charytatywnych. W maju 2025 r., na torze w Hetmanicach w gminie Wschowa, odbył się nawet charytatywny Wrak Race. Kierowcy ścigali się w trzech kategoriach pojazdów, licytowano fanty, można było polecieć helikopterem. Cały dochód trafił na konto Tomasza.
Zebrane pieniądze pozwoliły sfinansować pierwszy zabieg za granicą, a potem – dzięki determinacji darczyńców – kolejne etapy leczenia. Tomasz leczył się kolejno w Niemczech i Szwajcarii. Szukał każdej możliwości. Czytał, pytał, szukał w internecie przez długie godziny.
– Czasem byłam zła, że tyle godzin spędzasz w internecie szukając informacji o chorobie. Dziś wiem, że to była Twoja walka i Twoja nadzieja – napisała po jego śmierci żona Justyna.
W nocy z 6 na 7 kwietnia 2026 r. Justyna Smektała poinformowała o śmierci męża za pośrednictwem mediów społecznościowych.
– Żegnaj mój waleczny rycerzu. 2,5 roku temu powiedziałeś: „Nie dam mu się." I naprawdę się nie dałeś – napisała żona. – Leczyłeś się we Wrocławiu, w Szczecinie, byliśmy w Warszawie. Pukałeś do każdych drzwi i nigdy się nie poddałeś. Dlatego wiem jedno – Ty nie przegrałeś. Ty wygrałeś, bo walczyłeś do końca.
Tomasz Smektała miał 44 lata. Zostawił żonę i córkę.
Komentarze 0