TERAZ16°C
JAKOŚĆ POWIETRZA Bardzo dobra
reklama Oaza - stypy

Czym oddychają i co piją mieszkańcy powiatu wschowskiego? Inspekcje przedstawiły radnym dane

szw
SZW wt., 22 września 2026 12:31

Na XXIII sesji Rady Powiatu Wschowskiego w poniedziałek 21 września przedstawiciel Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska nie potrafił powiedzieć, kiedy zostanie wyegzekwowana decyzja wstrzymująca użytkowanie fermy bydła w Wyszanowie. Odpowiedź ma przyjść na piśmie. Powiat zapowiada spotkanie z inspekcjami, na które mają zostać zaproszone także instytucje sejmiku województwa. Ma się ono odbyć w ciągu 2–3 tygodni.

reklama
Sesja Rady Powiatu Wschowskiego / fot. Powiat Wschowski

Sprawozdania z ochrony środowiska w powiecie przedstawili Mateusz Galus z WIOŚ w Zielonej Górze oraz Przemysław Susek, naczelnik Regionalnego Wydziału Monitoringu Środowiska. Galus podał, że w 2025 roku inspektorzy przeprowadzili w powiecie 114 kontroli, nałożyli mandaty na łącznie 2700 zł i decyzje pieniężne na ok. 55 tys. zł. Mandaty zostały przyjęte, ale o losie decyzji w drugiej instancji Galus nie miał informacji.

Stwierdził też, że „z roku na rok ta sytuacja się poprawia”. Wicestarosta Andrzej Bielawski od razu zaprotestował.

– No ja pozwolę się z tym kategorycznie nie zgodzić – powiedział.

Wyszanów. Decyzja z 2024 roku i brak odpowiedzi

Wicestarosta Bielawski przypomniał sprawę fermy bydła w Wyszanowie. Według wicestarosty ferma od lat działa bez decyzji środowiskowej.

– Wiele tysięcy sztuk bydła bez decyzji środowiskowej, bez legalnego pozwolenia na budowę, pozwolenia na użytkowanie – podkreślał.

W 2024 roku, po kontroli przeprowadzonej na wniosek Starosty Wschowskiego, zapadła decyzja wstrzymująca użytkowanie instalacji do chowu i hodowli bydła. Według Andrzeja Bielawskiego jest prawomocna po trybie odwoławczym, a od tamtej pory „nieegzekwowana”. Wicestarosta zapytał WIOŚ, kiedy zostanie wyegzekwowana, jak długo instalacja jeszcze będzie działać i jakie wydano zalecenia pokontrolne.

Galus zaproponował, że inspektorat ustosunkuje się do pytania pisemnie.

– Nie posiadam wiedzy w tym temacie – powiedział.

Dodał, że nie zna wcześniejszych naruszeń w tej fermie. Nie może też przedstawić informacji o kontroli, bo – jak mówił – „w ubiegłym roku takiej kontroli nie było”.

Odpowiedź przygotuje dział prawny inspektoratu. Ma to nastąpić w najbliższym czasie.

Przewodniczący rady Krzysztof Grabka zwrócił uwagę, że sesja jest nagrywana i transmitowana, a brak odpowiedzi WIOŚ zostanie zaprotokołowany. WIOŚ zostanie też zaproszony na spotkanie.

Wicestarosta Wschowski dopytywał również Suska o zagrożenie dla Głównego Zbiornika Wód Podziemnych nr 306, który zajmuje ok. 260 km². Naczelnik odpowiedział, że jego wydział nie prowadzi w Wyszanowie monitoringu wód podziemnych. Gdyby doszło tam do zanieczyszczenia takich wód, istniałoby – jak mówił – „duże zagrożenie”. Punkty pomiarowe są stałe i, jak dodał, „nie da się tego przesuwać”. Susek zastrzegł też, że nie zamierza podważać wydawanych pozwoleń.

– Nie naszą rolą jest badanie źródeł emisji – powiedział Susek, wskazując, że zajmują się tym inne instytucje.

Szlichtyngowa. Woda i „przypuszczenia”

Starosta Waldemar Starosta w sprawozdaniu wrócił do skażenia wody w gminie Szlichtyngowa. Jak przypomniał, przez wiele tygodni mieszkańcy mieli problemy z jakością wody pitnej. Według komunikatów sanepidu, które opisywaliśmy, chodzi o pięć miejscowości: Dryżynę, Górczynę, Puszczę, Szlichtyngową i Wyszanów. Sanepid z Nowej Soli 9 września zakazał tam picia wody, gotowania w niej i mycia nią żywności. W piątek 18 września Szlichtyngowa zakończyła dowóz wody, ale sanepid zaleca nadal ją przegotowywać. Pierwsze sygnały o brudnej wodzie w kranach pojawiły się na początku sierpnia, a przebieg skażenia opisywaliśmy w artykule o komunikacie burmistrz Jolanty Wielgus.

Starosta opisał, co zrobiło starostwo. Wydział zarządzania kryzysowego monitorował sytuację i pozostawał w stałym kontakcie z dyrektorem sanepidu, burmistrz i ZGKiM w Szlichtyngowej. Burmistrz Wielgus poprosiła starostę osobiście o wsparcie: powiat zabezpieczył beczkowozy, starosta załatwił telefonicznie zbiorniki na wodę w Sławie i poprosił o pomoc komendanta powiatowego PSP.

– Także z naszej strony to co było w naszych możliwościach, w naszym zakresie zostało zrobione – powiedział starosta.

Powiat został zaproszony na spotkanie zorganizowane przez burmistrz Szlichtyngowej. Padły tam sugestie, że jedną z przyczyn skażenia może być działalność fermy bydła w Wyszanowie. Radna Jolanta Denesiuk zapytała, czy stwierdzono, że to hodowca zatruł wodę. Pochwaliła też zakład komunalny.

– Zakład komunalny sobie tam poradził bardzo dobrze i zadbał o to, że mieliśmy tą wodę pitną – mówiła Denesiuk.

Starosta odpowiedział, że to „przypuszczenia” mieszkańców.

– Ja nie mam wiedzy na ten temat czy udowodniono czy nie – powiedział Waldemar Starosta. Spotkanie ma ustalić stan faktyczny.

Spotkanie wojewódzkie z inspekcjami

Starosta podkreślił, że powiat „nie jest w ogóle stroną” w tej sprawie. Mimo to pojawiają się opinie o bierności starostwa, a do powiatu spływają telefony i zapytania.

– Już zaczynają się takie opinie, że to powiat czegoś nie dopilnował – mówił.

Dlatego po konsultacji z przewodniczącym rady powiat przygotowuje spotkanie rangi co najmniej wojewódzkiej. Zaproszone mają być wszystkie zainteresowane instytucje, w tym instytucje sejmiku wojewódzkiego, i wszystkie inspekcje. Mieszkańcy mają usłyszeć, co inspekcje zrobiły i na jakim etapie są kontrole sprawdzające.

– Ranga problemu jest już tak nabrzmiała, że uważamy, że takie spotkanie i szerokie poinformowanie społeczeństwa jest potrzebne – powiedział starosta.

Przewodniczący Grabka zapowiedział, że razem ze starostą będą się starać, by spotkanie odbyło się „na przestrzeni najbliższych dwóch, no maksymalnie trzech tygodni”. Konkretnej daty ani miejsca na razie nie podano.

Rów Krzycki. „Mleko” płynące z miasta

Radny Mieczysław Guzewicz zachęcał wszystkich, którzy jeżdżą drogą łączącą krajową „dwunastkę” z Siedlnicą, by od strony Jędrzychowic zatrzymali się na mostku przy pierwszej przecznicy i zobaczyli, jak wygląda woda w rowie.

– To jest mleko, to jest ciecz biała – mówił.

Głos zabrał też sołtys Siedlnicy. Bartłomiej Kosiński, dopuszczony do głosu na prośbę radnego, pokazał radnym zdjęcia i nagrania. Rów Krzycki fotografuje od kwietnia zeszłego roku.

Kosiński opowiedział, że przeszedł rowem ok. 2 km od połączenia z Rowem Krzyckim w stronę miasta. Po drodze jest oczyszczalnia. Woda z oczyszczalni, jak mówił, „płynie piękna”, a z boku „płynie mleko”. Doszedł do wylotu rury w mieście, w okolicach dworca. Nagrał tam film.

– Takie coś płynie od roku – mówił.

Na zdjęciach, jak mówił sołtys, brzegi rowu pokrywa osad. Jego zdaniem chodzi o tysiące litrów na dobę.

– Płyną ścieki komunalne, bo tego nie można nazwać wodą – mówił Kosiński.

Rów Krzycki latem, od czerwca do września, wysycha przed połączeniem z RZ. Według sołtysa w zeszłym roku nie był czyszczony, bo nie było pieniędzy.

Kosiński opowiedział też, jak sprawę zgłaszał. Według jego relacji zawiózł pracownicę zlewni Wschowa Wód Polskich na wizję, wysłał maila z zawiadomieniem i nie dostał odpowiedzi. Przed sesją poprosił Wody Polskie o stanowisko i usłyszał odmowę.

Opisał także wizytę WIOŚ. Pod koniec lipca trzyosobowa ekipa badała roślinność w suchym Rowie Krzyckim w Siedlnicy. Kiedy zaproponował wejście do rowu kilometr dalej, przy połączeniu z RZ, jeden z pracowników WIOŚ miał mu odpowiedzieć: „Nie, nie, nie, bo tam ścieki płyną, tam nie wejdziemy, my o tym wiemy”. To wyłącznie relacja sołtysa. WIOŚ nie odniósł się do niej na sesji.

Kosiński ma raporty z kontroli 50 rolników z Siedlnicy. Jego zdaniem kontrolowano tylko działki graniczące z rowem przed połączeniem z RZ, a nie te poniżej. Przed połączeniem woda jest według niego „czyściutka”, o ile w ogóle płynie.

– Wszyscy wiedzą, że ścieki płyną, ale nikt nie reaguje – mówił. Zapytał też, „dlaczego nie ma konsekwencji, kiedy to płynie cały czas”.

W sprawie Rowu Krzyckiego przedstawiciel WIOŚ wskazał gminę Wschowa. Jak mówił, pozwolenie wodnoprawne gminy dotyczy wód opadowych i deszczowych, a według informacji, które dotarły do inspektoratu, do rowu trafiają ścieki bytowe. Spółka Komunalna ma opracowywać koncepcję wyeliminowania problemu.

Najgorsza woda w powiecie

Dane monitoringu dołożył Susek. Najgorszą jakość wody w powiecie ma Rów Krzycki w Siedlnicy: azot ogólny i fosfor ogólny rosną tam systematycznie, podczas gdy w pozostałych ciekach jakość się poprawia. W tym roku przekroczenia norm dotyczyły tu najczęściej azotu amonowego, azotu ogólnego i fosforu ogólnego, a informacje o wynikach trafiały do starostwa, gminy, WIOŚ i Wód Polskich. Punkt pomiarowy leży między drogą krajową a wsią, najbliżej Siedlnicy. Najlepiej wypadają Barycz, południowy kanał Obry i Rów Krzycki przy ujściu do Odry.

Sołtys zwrócił uwagę, że punkt pomiarowy leży za połączeniem z RZ. To miejsce z osadem na brzegach, gdzie zawiózł radnego Guzewicza. Przewodniczący podsumował, że wyniki monitoringu powinny być „impulsem do działania ze strony i WIOŚ i gminy Wschowa, żeby ten stan rzeczy poprawić”.

Radny Guzewicz przypomniał, skąd jego zaangażowanie. Rok temu, po sprawozdaniu WIOŚ, zasugerował, że źródłem zanieczyszczeń mogą być ścieki z oczyszczalni. Prezes Spółki Komunalnej Wschowa odpisał mu danymi o jakości wody, a Guzewicz odczytał na kolejnej sesji sprostowanie.

Już wtedy dodał, że „to jednak nie zamyka problemu, bo te zanieczyszczenia w rowie Krzyckim są znaczne”. Potem obwiózł go po rowach sołtys, a radny zrobił własne zdjęcia. Na początku tego roku niezapowiedziana kontrola WIOŚ nie wykazała nieprawidłowości w pracy oczyszczalni, ale źródło zanieczyszczeń Rowu Krzyckiego pozostawało nieznane.

Jakość jezior w powiecie wschowskim

Przemysław Susek omówił też stan jezior. W powiecie badane są trzy. Jezioro Sławskie poprawia się, a poprawa w przypadku fosforu pokazuje, jak mówił naczelnik, że „działania, które są prowadzone w zlewni jeziora Sławskiego przynoszą efekt”. Tarnowskie Duże ma najlepszy stan, dobry stan ekologiczny i nie jest zeutrofizowane. Azot pogarsza się tam jednak w ostatnich trzech latach. Najgorzej wypada Lgiń Duży.

– Systematycznie jakość tego jeziora się pogarsza – powiedział Susek.

Rośnie w nim azot, a w przypadku fosforu nie ma poprawy. Radny Tomasz Urbański, członek zarządu powiatu, przyznał, że niepokoi go stan jeziora, i zapytał o przyczyny. Poprosił też o objęcie monitoringiem Lginia Małego, który jego zdaniem jest stosunkowo czysty.

Przedstawiciel Regionalnego Wydziału Monitoringu Środowiska podał, że monitoring obejmuje obiekty od 50 ha.

– Jezioro Lgiń Mały nie spełnia tego warunku. Jezioro Lgiń Duży spełnia – powiedział.

Radny Urbański przekonywał, że jeziora są połączone i cała woda do Dużego przepływa przez Mały. Mały jest zasilany przez kanał Lipiec, który płynie przez lasy i łąki, obecnie nienawożone. Nad Małym jest obóz harcerski, który tłumaczyłby co najwyżej okresowe zanieczyszczenia. Lgiń Duży jest za to bardziej obciążony turystycznie. Zdaniem radnego porównawcze badanie obu jezior pokazałoby główną przyczynę. Susek odpowiedział, że liczy się obciążenie w sezonie wypoczynkowym. Liczba osób i ilość ścieków są wtedy zupełnie nieporównywalne z resztą roku, co obciąża oczyszczanie. Po dokładniejszą odpowiedź odesłał do instytucji zajmującej się wodami.

Powietrze. Ponad 500 papierosów rocznie i nowe normy UE

Stała stacja pomiarowa w powiecie stoi we Wschowie przy ul. Kazimierza Wielkiego. W 2026 roku pomiary prowadzono także w Szlichtyngowej. Ich wyniki, z arsenem w PM10, trafią dopiero do oceny rocznej w przyszłym roku.

Ocena wykonana w tym roku na danych z 2025 nie wykazała przekroczeń w obowiązujących normach: dla benzo(a)pirenu zawartego w pyle PM10, dla pyłu PM10 i dla PM2,5. Susek przełożył wynik dla benzo(a)pirenu na język obrazowy.

– Przeciętny Wschowianin oddycha mniej więcej ponad 500 papierosami rocznie – powiedział.

Jak dodał, to „takie palenie bierne w przeliczeniu benzoalfapirenu zawartego w powietrzu na ilość papierosów wypalonych”.

Sytuacja zmieni się, bo w 2024 roku weszła w życie unijna dyrektywa o jakości powietrza, która zaostrza normy. Powiat Wschowski wypada na tym tle niekorzystnie.

Od 12 grudnia 2026 roku obowiązywać będzie nowa norma dla benzo(a)pirenu: 1,0. Susek ocenił, że nowa norma „będzie teoretycznie tylko kosmetyczna”, bo nie będzie już można zaokrąglać wartości do jedności.

– Wartość, która w tym roku była stwierdzona 1,29 będzie już wartością przekroczoną – powiedział.

Normy dla pyłów zawieszonych mają zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2030 roku. Średnioroczna norma dla PM10 spadnie z 40 do 20. Przy nowej normie przekroczenie by wystąpiło, choć w tym roku go nie stwierdzono. Norma dobowa spadnie z 50 do 45 µg/m³, a dozwolona liczba dni z przekroczeniami z 35 do 18 w roku. Ta norma także byłaby przekroczona. Przy nowych normach przekroczone zostałyby w powiecie także wartości dla PM2,5, zarówno średnioroczna, jak i dobowa.

Źródło zanieczyszczeń jest według Suska znane.

– Emisja głównie ze źródeł bytowych, komunalnobytowych, czyli stare piece – mówił. Chodzi o starszą zabudowę, być może bez centralnego ogrzewania. Naczelnik postawił też pytanie, „czy przypadkiem nie są spalane śmieci”.

Radny Guzewicz zapytał o arsen, skoro mapa pokazuje jego źródła na południu. Susek zapewnił, że w powiecie norma dla arsenu nie zostanie przekroczona, według ostatniej oceny wykonanej w nowych normach. Dla całego województwa nowe normy oznaczają przekroczenia PM10, PM2,5, benzo(a)pirenu i arsenu. Arsen ma jednak szeroki zasięg, więc naczelnik nie wykluczył, że w przyszłym roku powiat też będzie narażony.

– Źródłem emisji arsenu jest zagłębie miedziowe – powiedział Susek. Nikiel, ołów, kadm, dwutlenek siarki i tlenki azotu nie sprawiają problemów.

Przyczyna Dolna. Skąd rzekomy pomór drobiu

Starosta poinformował, że ognisko rzekomego pomoru drobiu zostało potwierdzone, a stado zagazowano i wywieziono do utylizacji. Ognisko w Przyczynie Dolnej potwierdzono 9 września, uśmiercono 70 tys. kur niosek. Poprzednie ognisko wystąpiło w październiku 2025 roku w Olbrachcicach i objęło ok. 30 tys. kur.

Powiatowy lekarz weterynarii Marcin Sacha powiedział, że w Polsce choroby nie było ponad 40 lat. Wyeliminowano ją w latach 70. dzięki masowym szczepieniom.

– Uczyliśmy się jej tylko z książek – powiedział lekarz.

Wróciła w 2023 roku, pierwsze ogniska wykryto w Podlaskiem. Szczepienia były dobrowolne i większość hodowców z nich zrezygnowała. W zeszłym roku choroba uderzyła w powiaty wschowski, wolsztyński i nowosolski. Powiat wschowski ma „małe zagłębie” drobiarskie: Przyczynę Dolną i Olbrachcice.

Według lekarza do ogniska w Przyczynie Dolnej prawdopodobnie doprowadziły pisklęta z Czech, źle zaszczepione w zakładzie wylęgowym. Powodów mogło być „mnóstwo”: niedbałe szczepienie, szczepionka przeterminowana lub źle przechowana. W odchowie ptaki szczepi się pięć–sześć razy, a hodowca nie zdążył z kolejnymi. Choroba dotknęła ptaki pięciotygodniowe, upadki były duże, więc stado zlikwidowano.

– To stado, które zachorowało, to był można powiedzieć wypadek przy pracy – powiedział Sacha.

Lekarz zapewnił, że odporność populacji w powiecie jest wysoka, a bez szczepień sytuacja byłaby „tragiczna”.

– Pozostałe stada są bardzo dobrze zabezpieczone, więc ryzyko, że choroba się rozprzestrzeni na tą chwilę jest znikome – mówił.

Zagrożenie widzi gdzie indziej. Lekarz wskazał na tak zwaną szarą strefę: ludzie kupują drób od obwoźnych handlarzy i nie sprawdzają, czy był szczepiony. Podejrzewa też, że wirus utrzymywał się w środowisku od listopada zeszłego roku, w dzikich ptakach albo gospodarstwach przyzagrodowych, których właściciele nie zgłaszają padnięć.

– Szara strefa kwitnie w tym zakresie – powiedział Sacha. – Ludzie nie zgłaszają, że coś tam padło. Po cichu się tematu pozbywają.

Powiatowy Inspektorat Weterynarii wydał prawie 20 tys. zł na badania w ognisku i w fermach dookoła. Trwa kontrola gospodarstw przyzagrodowych w obszarze zapowietrzonym, na podstawie informacji od właścicieli.

Strefy i znaki

Obszar zapowietrzony obejmuje 3 km od ogniska. Wchodzą w niego praktycznie cała Przyczyna Dolna i cała Wschowa, część Siedlnicy, Dębowej Łęki, Olbrachcic oraz niewielka część Przyczyny Górnej. Obszar zagrożony sięga do 10 km. Według lekarza obszar zapowietrzony obowiązuje – „bodajże” – do 5 października, a zagrożony zostanie zniesiony 10 dni później. W obu strefach obowiązuje wzmożony nadzór, badania i kontrola przemieszczania ptaków, jaj i mięsa. Ograniczenia w przemieszczaniu są takie same.

Wyjaśnił też, kogo dotyczy rejestracja. Drób trzymany wyłącznie na własne potrzeby, razem z jajami i zwierzętami w obrębie gospodarstwa, nie podlega rejestracji. Sprzedaż – bezpośrednia, w ramach rolniczego handlu detalicznego czy komercyjna – wymaga rejestracji i nadzoru lekarza. Przekazanie rodzinie poza ogrodzenie gospodarstwa to już, jak podkreślił, „wprowadzanie na rynek” – także wtedy, gdy ktoś wozi jajka dziecku na studia do Wrocławia.

Sezon ptasiej grypy zaczyna się w listopadzie. Powiaty nowosolski i wolsztyński ją miały, a „u nas nigdy problemu nie było”, choć lekarz nie wykluczył kłopotów.

Odszkodowanie dla hodowcy

Radna Denesiuk zapytała, jak pomóc poszkodowanemu hodowcy. Sacha przypomniał, że odszkodowanie przysługuje. W zeszłym roku wypłacono je do końca roku. W tym roku zostanie przyznane, ale środki z rezerwy celowej na choroby zakaźne dopiero będą wnioskowane. Wiosną w kraju poszło na to ok. 2 mld zł, podczas gdy zwykle udawało się zamknąć w granicach 500 mln, i w tym roku tych środków już nie ma.

– Możliwe, że będziemy czekać może do nowego roku na kolejny budżet – powiedział lekarz.

Nie zależy to od niego, ale będzie wnioskować niezwłocznie.

– Prędzej czy później na pewno to odszkodowanie będzie – mówił Sacha. Dodał, że dla hodowcy taka sytuacja to „horror”.

Opony na gminnej działce

Radny Krzysztof Rękaś zapytał WIOŚ o opony składowane na działce gminnej we Wschowie. Według niego leżą tam od 2020 roku, a kontrola z 7 sierpnia 2026 roku wykazała, że sytuacja się nie zmieniła. W dokumentach, jak mówił, nie ma ani słowa o karze czy decyzji administracyjnej, jest tylko informacja, że gmina „szuka środków zewnętrznych”. Radny zapytał, „kiedy jest rozsądny czas”, i czy przedsiębiorców też pouczono, że mogą szukać środków zewnętrznych i nie być karani.

WIOŚ odpowie na piśmie. Pisemne odpowiedzi mają trafić do starostwa, zainteresowanych radnych i przewodniczącego rady.

Reklama

Podsumowanie

    Widziałeś coś ciekawego?

    Dodaj zdjęcie, film lub informację z miasta.

    Dodaj zw24.pl
    reklama
    Santander

    Komentarze 2

    reklama
    zw24 Zgłoś zdarzenie

    Dla Ciebie

    16°C

    Pogoda

    Kontakt

    Nekrologi