Małgorzata Kubicka, uczennica klasy 3f I LO we Wschowie, otrzymała wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie „Wytwórnia Pamięci”, organizowanym przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Nagrała rozmowę z Anną Pasek, która przeżyła deportację na Syberię.
– Są wyróżnienia, które mają szczególną wartość. To te, które wiążą się z uważnością, wrażliwością i prawdziwym spotkaniem z drugim człowiekiem – czytamy we wpisie I LO we Wschowie informującym o sukcesie uczennicy, opublikowanym na profilu w mediach społecznościowych.
Konkurs „Wytwórnia Pamięci" ma jeden główny cel: zanim odejdą ostatni żyjący świadkowie II wojny światowej – ocalić ich wspomnienia. Do tegorocznej edycji wpłynęło ponad 650 filmów i wspomnień. Utrwalono w nich relacje około 400 osób, których dzieciństwo przypadło na najtrudniejszy okres w polskiej historii.
Małgorzata Kubicka zdecydowała się porozmawiać z emerytowaną nauczycielką własnej szkoły, Anną Pasek.
– W świecie szybkich wiadomości i krótkich filmików nasza uczennica zatrzymała się na chwilę, by wysłuchać historii pani Anny – napisała szkoła. – To nie zwykła rozmowa, a pamięć i budowanie mostów między pokoleniami.
Nagranie rozmowy można obejrzeć TUTAJ.
Anna Pasek urodziła się w 1933 roku w Borszczowie – powiatowym miasteczku w województwie tarnopolskim, kilkanaście kilometrów od rzeki Zbrucz, wyznaczającej granicę z Rosją. Miała niespełna sześć lat, gdy wybuchła II wojna światowa.
Ojciec prowadził Wydział Śledczy miejscowej policji. Stacjonował w Borszczowie właśnie dlatego, że miasteczko leżało przy granicy – stały tu potężne koszary wojskowe. Coraz rzadziej wracał do domu.
– Ojciec nie wracał z pracy, tylko siedział tam. Wiadomość przysyłał – mówiła Anna Pasek. – Nieraz było nam bardoz przykro.
Jednej nocy przyszedł. Mała Ania leżała w łóżku i słyszała, jak rodzice szepczą w ciemności: „Cicho Tosiu, cicho, bo dziecko się zbudzi”. Mama zaświeciła światło.
– Tatuś się nachylił i mnie pocałował w czoło – opowiadała pani Anna. – Ja to zapamiętałam do dzisiaj.
Widziała ojca po raz ostatni. Wkrótce trafił do obozu w Miednoje i już nie wrócił.
Niedługo po wkroczeniu Sowietów rodzinę wywieziono na Syberię. Anna, jej mama, starsza o dwa lata siostra Janina i ciocia z dziećmi trafili do Wozdwiżenki – wsi w semipałatyńskiej obłasti w Kazachstanie. Zamieszkali w ziemiance.
Kobiety codziennie szły do kołchozu. Dzieci zostawały same.
– Był głód, było bardzo ciężko na tej Syberii. Mamusie i ciocie do kołchozu wysyłali, a my dzieci same musiałyśmy się sobą opiekować – wspominała Anna Pasek.
Zabawy wyglądały inaczej niż w Borszczowie. Lalek nie było, więc dzieci robiły je z kamieni – malowały na płaskim kamieniu oczka i usta, szyły spódniczkę z kawałka materiału. Mała Ania bawiła się tak nad rzeką Tałmenką z koleżanką Lusią Borowiczową. Lusia do dziś dzwoni. Mieszka gdzieś w Nowosądeckiem.
Pewnego dnia sąsiadka – Rosjanka deportowana z trojgiem własnych dzieci – przyniosła cztery ugotowane ziemniaki w łupince. Każdemu ze swoich dzieci dała po jednym. Ostatni zostawiła sobie. Ale spojrzała na małą Anię i powiedziała: – Eto dla tiebia. I oddała jej swój ziemniak, sama nie zjadłszy.
– Zapamiętałam, że wśród nawet tych ludzi, których się człowiek bał, byli też dobrzy ludzie – mówiła pani Anna.
Po roku Anna ciężko zachorowała na nerki. Pani Borowiczowa, wyjeżdżająca z zezwoleniem NKWD, potajemnie zawinęła dziewczynkę w koc i położyła na sanie. W obozie powiedziano, że dziecko umarło. Do Borszczowa dojechały nocą.
Gdy Niemcy zajęli Borszczów, w centrum miasteczka powstało getto. Żydowskich sąsiadów Anny – państwa Turnerów, nauczycieli z miejscowego gimnazjum i przyjaciół rodziny – wyrzucono z domu.
Babcia Anny, pani Zielińska, postanowiła ich ukryć. Przez jakiś czas ukrywali się na strychu. Gdy sąsiedzi zaczęli coś podejrzewać, babcia przeniosła całą rodzinę do zagajnika na polu za miastem. Służąca Parania, Hucułka, nosiła im codziennie jedzenie w koszyku – udając, że idzie hakać.
Turnerowie przeżyli wojnę. Osiedlili się w Dzierżoniowie. Ich córka zgłosiła się po latach do Instytutu Yad Vashem, a babcia Anny Pasek otrzymała tytuł „Sprawiedliwej wśród Narodów Świata”.
– Człowiek albo jest człowiekiem, albo jest podły i że to nie zależy od narodowości – mówiła pani Anna. – Ja jestem tego od niej nauczona.
Ojciec Anny przez jakiś czas pisał kartki z obozu.
– Później już ojciec nie wrócił. Tylko kartki pisał, bo z Miednoje pisał, bo tam był zamknięty w tym obozie – opowiadała pani Anna. – Stamtąd oni byli wszyscy rozstrzelani. Na cmentarzu w Miednoje są pochowani.
Na tamtejszej tablicy widnieje jego nazwisko, obok setek innych rozstrzelanych.
Wspomnienia Anny Pasek były już wcześniej zachowane dla potomnych. W 2012 roku ukazała się książka „To wszystko człowiek widział – wspomnienia wschowskich kresowian", wydana przez Urząd Miasta i Gminy Wschowa. Zebrała relacje 28 mieszkańców Ziemi Wschowskiej z kresowymi korzeniami.
Teraz historia Anny Pasek została opowiedziana jeszcze szerzej.
W przygotowaniu materiału Małgorzacie Kubickiej pomógł nauczyciel I LO Tomasz Wojnarowski. Szkoła podziękowała też pani Annie Pasek za to, że zgodziła się podzielić swoją historią.
– Jesteśmy dumni, że w ZANie są młodzi ludzie, którzy nie tylko zdobywają wiedzę, ale potrafią też słuchać, pytać i ocalać historie, które nie powinny zostać zapomniane – napisało I LO we Wschowie.
Komentarze 0