Polska drużyna zdobyła srebrny medal Mistrzostw Europy w Biegach Off-Road w słoweńskim Kamniku. Wszyscy trzej polscy zawodnicy dobiegli w pierwszej dziesiątce. Wśród nich Rafał Matuszczak – biegacz wywodzący się z Lginia.
Bieg wystartował 6 czerwca o godzinie 9:00. Trasa liczyła 52 km przy przewyższeniu sięgającym 2450 metrów. Polskę reprezentowali Marcin Kubica, Marcel Fabian, Rafał Matuszczak i Dawid Malina.
Malina nie dotarł do mety. Do drużynowego podium wystarczyły czasy trzech pozostałych. Kubica zajął 5. miejsce z wynikiem 4:08:59, Fabian – 9. (4:13:32), Matuszczak – 10. (4:13:55). Indywidualnie triumfował Francuz Frédéric Tranchand (3:55:14). Drużynowo Francja zdobyła złoto, Polska srebro, Hiszpania brąz.
„Na papierze” Polacy mieli trzecią średnią w punktacji ITRA spośród wszystkich zgłoszonych ekip – za Włochami i Francuzami. Wyszli z rywalizacji lepiej, niż zapowiadały rankingi.
Rafał Matuszczak od startu biegł w czołówce, trzymając własne tempo.
– Nie przejmowałem się, że ktoś mnie wyprzedza, że ktoś mnie goni. Po prostu starałem się mieć swój własny rytm – opowiadał po biegu za pośrednictwem mediów społecznościowych.
Do 33. kilometra dzielił trasę z Marcinem Kubicą – spotkali się na szczycie Velikiej Planiny i zbiegli razem. Na ostatnim dłuższym podbiegu zaczęły go łapać poważne skurcze.
– Złapał mnie skurcz w stopę i dosłownie nie wiedziałem, co zrobić. Zatrzymałem się i złapałem za stopę. Żeby dokończyć ten podbieg, zatrzymałem się jeszcze pięć razy – relacjonował.
Przy 38. kilometrze, gdy do mety zostało 14 km, nie był pewien, czy dobiegnie. Na trasie dowiedział się o zejściu Maliny. Chwilę później minął go Marcel Fabian.
– On dał mi taką mowę motywacyjną, że nie było opcji, żeby tego biegu nie skończyć – powiedział Matuszczak.
Dociągnął do mety, mimo że skurcze towarzyszyły mu przez kilkanaście kolejnych kilometrów.
– Dowiozłem to do końca, naprawdę męcząc się na zbiegu. Szczególnie na błotnistym terenie – przyznał.
Dla Matuszczaka i Fabiana to drugi drużynowy srebrny medal ME z rzędu. Pierwszy zdobyli w 2024 roku we francuskim Annecy. Wówczas Polska po raz pierwszy w historii sięgnęła po seniorski medal tej rangi w biegach górskich – ekipę uzupełniali Dawid Malina i Miłosz Szcześniewski z gminy Wschowa.
Wcześniej, w barwach LLKS Osowa Sień, pod okiem trenera Andrzeja Orłowskiego zdobywał tytuły Mistrza Polski w kategoriach U16 i U18 oraz srebrny medal Mistrzostw Świata Juniorów w Biegach Górskich.
Z samą Słowenią biegacz pochdozący z Lginia ma szczególne więzi. Jako junior wygrał tam Puchar Świata U18 w biegach górskich.
– Cieszę się, że to wydarzyło się w Słowenii. Mam same dobre wspomnienia z tym krajem i fajnie jest dołożyć kolejne – mówił po biegu.
Sam ocenił swój wynik krytycznie, ale nie ukrywał satysfakcji.
– Mimo że to nie jest bieg moich marzeń, bo wydaje mi się, że stać mnie na trochę więcej, to dalej jestem mega zadowolony – zaznaczył.
Po powrocie do kraju czeka go zmiana nie tylko w gablotce z trofeami. Kończąc relację z wyścigu, napisał: „wracam do domu do żony i czeka nas jeden z piękniejszych etapów w naszym życiu. Trzymajcie kciuki, żebyśmy byli dobrymi rodzicami".
Dziękujemy, że przeczytałeś/aś artykuł do końca. Osiągnąłeś sukces sportowy? Pochwal się swoimi osiągnięciami na zw24.pl
Komentarze 0