Od 29 kwietnia do 3 maja w Ośrodku Wypoczynkowym Wratislavia w Radzyniu panował będzie tylko i wyłącznie blues za sprawą jubileuszowego X Festiwalu Las, Woda&Blues. O imprezie rozmawiamy z Leszkiem Markowskim.
reklama
Wykryto bloker reklam!
Treść artykułu została zablokowana, ponieważ wykryliśmy, że używasz blokera reklam. Aby odblokować treść, proszę wyłączyć bloker reklam na tej stronie.
Leszek Markowski (Stowarzyszenie Las, Woda&Blues): Trudno nie pamiętać. Debiutowaliśmy w 2007 roku. Nie mieliśmy jeszcze zbyt wielu sponsorów, ani wielkich gwiazd. Zaczynaliśmy dopiero. Pamiętam natomiast, że dopisała publiczność. To nam dodało skrzydeł. Wiedzieliśmy, że festiwal ma swoich odbiorców i jeżeli się do tego przyłożymy, to czeka nas wiele bluesowej zabawy przez następne lata.
Przez lata wprowadziliśmy kilka zmian. Już w 2008 roku, czyli podczas drugiej edycji, postanowiliśmy wyróżniać gwiazdy bluesa odciśnięciem dłoni na sławskim rynku. Dzisiaj jest to już znana w całym kraju aleja gwiazd bluesa. Rok później pojawili się u nas zagraniczni wykonawcy. I jeżeli dobrze pamiętam, to od 2012 roku poszerzyliśmy formułę o akustyczne granie. W związku z tym festiwal wydłużył nam się do trzech dni, a nie jak do tej pory dwóch.
Radzyńskie zloty garbusów liczą sobie już 12 lat. Zaczynali więc przed nami. Połączyliśmy siły. Są z nami do dzisiaj. Mają swoją scenę, zabawy dla dzieci i dorosłych. Ta rodzina festiwalowa rozrasta nam się z roku na rok. Mamy przyjaciół, którzy są z nami od samego początku i pojawiają się nowe osoby, całe rodziny, fani motoryzacji, którzy przyjeżdżają na festiwal, w międzyczasie wyjeżdżają do Wolsztyna i wracają z powrotem.
Staramy się o patronat w wielu miejscach. W tym roku napisałem do TVP Kultury i odpowiedzieli pozytywnie. Chcieli zaproszenia dla czterech dziennikarzy. Nie wiem oczywiście czy przyjadą, ale gdyby tak się stało, to bardzo by nas to ucieszyło. Im więcej informacji o festiwalu, tym lepiej dla organizatorów, dla ośrodka i dla samej gminy.
Tak, od 2007 roku. Zależało nam, żeby promować młode, bluesowe kapele. I nie ukrywam kilka naprawdę niezłych zespołów debiutowało u nas, które dzisiaj stanowią o sile bluesa w kraju.
Że tylko wspomnę Przytułę i Kruka. Pamiętam, że w konkursie zdaje się zajęli drugie miejsce, ale była to taka energia i bluesowy żywioł, że natychmiast pojawiły się zaproszenia na kolejne festiwale i konkursy. Debiutował u nas leszczyński Nie strzelać do pianisty z Hubertem Szczęsnym. Dzisiaj to są już rasowe zespoły. Nas cieszy to, że zaczynali w Radzyniu.
15 zespołów.
Na 15 tegorocznych zespołów tylko 4 grały czystego bluesa. Pozostałe proponowały muzykę blues rockową, rockową, mieliśmy kapelę, która brzmieniem przypominała The Doors, ale czysty blues był w mniejszości. Natomiast poziom wszystkich kapel był wysoki, co chcę podkreślić. Jesteśmy jednak festiwalem bluesowym, więc pilnujemy tego, żeby w konkursie reprezentowany był blues.
Różnie z tym bywa. W ubiegłym roku nie mieliśmy problemów z wyborem zwycięzcy. Ale dwa lata temu, trzy, to - powiem kolokwialnie - prawie na noże szło. Spieraliśmy się o to ile jest bluesa w bluesie. Jedni grają czystego bluesa, a inni mają świetny warsztat, ale ich muzyka, to okolice bluesa. Pomimo tego, że obrady jurorów odbywają się w zamkniętym pomieszczeniu, jesteśmy odizolowani od świata, to gdyby ktoś pod drzwiami podsłuchał naszych dyskusji, to myślę, że nie raz, nie dwa, mógłby mieć obawy o to, czy wszyscy z tych obrad wyjdą żywi (śmiech). Spieramy się, wiadomo, ale na koniec i tak wygrywa muzyka. Rzadko się zdarza, ale się zdarza, że wybory jurorów pokrywają się z głosami publiczności. Tak było chyba dwa lata temu.
Niespodzianką miał być występ Millera Andersona. Niestety dwa tygodnie temu dowiedzieliśmy się, że z powodów zdrowotnych nie będzie mógł przyjechać do Radzynia. Bardzo nam zależało na tym koncercie, bo nie wiem czy wszyscy się orientują, ale Miller Anderson wystąpił na legendarnym festiwalu Woodstock w 1969 roku. Ktoś zapyta, gdzie legendarny Woodstock, a gdzie gmina Sława, ale była szansa, żeby to połączyć. Niemniej jednak, jak co roku, gwiazd na festiwalu nie zabraknie. A gdybym miał powiedzieć od strony organizacyjnej, to jesteśmy dumni z tego, że na 10 festiwal powstanie 10 nowych domków wypoczynkowych na ośrodku Wratislavia. Prace jeszcze trwają, ale na pewno ze wszystkim zdążymy na czas.
Nie sposób pierwszy, czy drugi dzień festiwalowy odciąć grubą kreską w sytuacji, kiedy kończą się koncerty na dużej scenie. Festiwal, to święto muzyki. Nikt o godzinie 22 czy 23 nie pójdzie przecież spać. Wszyscy chcą się jeszcze bawić. Dlatego we wspomnianym wigwamie spotykają się młodzi muzycy z rasowymi wyjadaczami i jamują do 6, 7 rano. Wszyscy się tutaj schodzą, rozmawiają z muzykami, bo to też jest specyfika tego festiwalu.
Rzeczywiście zastanawialiśmy się, czy w tym roku kontynuować bluesobiegi, bo nie ukrywam, że jest to dla nas duże wyzwanie pod względem organizacyjnym. Jednak to, co nam najbardziej doskwiera i na co nie mamy wpływu, to pogoda, która co roku płata nam figle. Zazwyczaj podczas zawodów jest bardzo gorąco i to nie sprzyja sportowcom. Zawodnicy narzekali, ale biegli. My też staramy się trzymać pewnych początkowych założeń. Nie chcemy, żeby to była masowa impreza. Na tym odcinku i na tym terenie wystarczy nam około 200 zawodników i tego się trzymamy. Więc pomimo tego, że tegoroczna bluesobiegi stały pod znakiem zapytania, to tak, jak w poprzednich latach, 2 lipca startujemy już po raz ósmy.
Miejsca starczy na co najmniej dziesięć kolejnych festiwali. Bardziej bym się martwił o muzyków, bo mamy takie wrażenie, że za kilka lat będziemy odciskać dłonie coraz młodszym pokoleniom twórców bluesa.
Do zobaczenia. Zapraszamy wszystkie osoby, a szczególnie tych, którzy jeszcze nie mieli okazji skorzystać z magii tego miejsca i magii bluesa.
Komentarze 0