Artykuł sponsorowany
Piątek, godzina szesnasta. W magazynie e-commerce nikt nie ma czasu na rozmowy – trwa kompletacja zamówień przed weekendowym szczytem wysyłek. Na regałach migają setki diod, pracownicy przemieszczają się między alejkami z koszami, a każde zamówienie musi dotrzeć do klienta bez jednego błędu. Brzmi jak scena z filmu o magazynie przyszłości? Dla firm, które zdążyły już wdrożyć odpowiednią technologię, to po prostu zwykły dzień pracy.
Za tym obrazkiem stoi konkretne rozwiązanie – system Pick by light. Zamienia papierowe listy kompletacyjne na sygnały świetlne i, jak się okazuje, zmienia przy tym znacznie więcej niż tylko sposób poruszania się po magazynie.
Najprościej: to technologia, która mówi pracownikowi, gdzie sięgnąć i ile sztuk wziąć – zamiast zostawiać go z wydrukiem i nadzieją, że nie pomyli kodu. Podchodzi się do regału, zapala się dioda, na wyświetlaczu pojawia się liczba. Koniec szukania, a co za tym idzie koniec zgadywania.
Samo pobranie towaru można potwierdzić w jeden z czterech sposobów – automatycznie, jeśli magazyn korzysta ze zintegrowanych systemów regałowych, ręcznie na urządzeniu, na podstawie wagi albo przez odczyt tagów RFID. Wybór zależy od specyfiki magazynu, ale efekt jest zawsze ten sam: mniej miejsca na pomyłkę.
Cały proces sprowadza się do trzech etapów:
Kto pracował kiedyś w magazynie z papierową listą w ręku, ten wie, jak to wygląda. Zmęczone oczy po kilku godzinach zmiany, pomylony numer regału, źle odczytana ilość – drobne potknięcia, które kosztują znacznie więcej, niż się wydaje.
Im więcej zamówień przechodzi przez magazyn, tym większa szansa, że jedno z nich wyjedzie z brakującym produktem, a potem wróci do nadawcy jako zwrot – razem z całym towarzyszącym mu kosztem.
W branżach działających pod presją czasu – e-commerce, dystrybucji, produkcji na zamówienie – taka pomyłka to nie tylko strata finansowa. To też nadszarpnięte zaufanie klienta, który drugi raz może już nie kliknąć „kup teraz”. Nic więc dziwnego, że coraz więcej operatorów logistycznych odchodzi od papieru w stronę rozwiązań sterowanych np. światłem.
System eliminuje to, co najczęściej zawodzi – samodzielną interpretację danych przez człowieka. Dioda wskazuje konkretną lokalizację, urządzenie potwierdza pobranie, a stanowisko kontrolne na końcu procesu wyłapuje wszystko, co mogło pójść nie tak, jeszcze przed wysyłką. W praktyce daje to:
System działa zarówno jako samodzielna instalacja, jak i w pełnej integracji z liniami przenośnikowymi – co w praktyce oznacza, że nie trzeba mieć ogromnego magazynu, żeby z niego skorzystać. Najczęściej po Pick by light sięgają:
System integruje się przez API z praktycznie każdym oprogramowaniem klasy WMS czy ERP, a producent – firma UIS – ma też gotowe integracje z własnym ekosystemem urządzeń magazynowych. Innymi słowy: wdrożenie nie wymusza wymiany całej infrastruktury IT, tylko dodaje kolejną warstwę automatyzacji do tego, co już działa.
Modułowa, przemysłowa budowa systemu pozwala go skalować razem z firmą – od jednego testowego regału do całej hali magazynowej. Dla działów finansowych liczy się jednak głównie jedno: zwrot z inwestycji w Pick by light zamyka się standardowo w 6–8 miesiącach od wdrożenia.
I to właśnie ten krótki czas zwrotu, a nie tylko sama redukcja błędów, najczęściej przekonuje decydentów. W logistyce, gdzie marże ściskają z jednej strony koszty pracy, a z drugiej oczekiwania klientów co do szybkości dostawy, każda zaoszczędzona godzina pracy ma swoją konkretną wartość w złotówkach.