Ola Grzywacz swoją przygodę z siatkówką, jak wszystkie zawodniczki ze Szlichtyngowej, rozpoczęła pod okiem trenerskiego duetu Witold Jasik - Radosław Wasielewski. Od nich zaraziła się pasją i jak twierdzi im najwięcej zawdzięcza.
reklama
Wykryto bloker reklam!
Treść artykułu została zablokowana, ponieważ wykryliśmy, że używasz blokera reklam. Aby odblokować treść, proszę wyłączyć bloker reklam na tej stronie.
(Artykuł opublikowano 3 lutego 2012 o 09:27)
- Ze mną nie do końca tak było. Kiedy trenerzy przyszli na jakąś lekcję ogłaszając, że organizują zajęcia, nie chciałam słyszeć o siatkówce. Większym entuzjazmem wykazały się moje koleżanki. Dałam się jednak namówić. Ciężko pracowałam na treningach, które odbywały się trzy razy w tygodniu. Zauważyłam postępy i to dodatkowo zdopingowało mnie do dalszych wysiłków.
- Do plażówki namówili nas trenerzy ze Szlichtyngowej. Wystartowałyśmy z Barbarą Lech w Mistrzostwach Województwa Lubuskiego i dobrze się zaprezentowałyśmy zajmując 4 miejsce. W Łodzi grałam z koleżankami ze szkoły. Treningi w SMS pozwoliły mi doskonalić się technicznie i kondycyjnie. Już po roku w Łodzi udało nam się wygrać rozgrywki lubuskie kadetek i zająć 2 miejsce wśród juniorek.
- Tak. To była pierwszy cykl tej imprezy, w której startowało wiele utytułowanych siatkarek z całego kraju . Najpierw przeszłyśmy eliminacje w Nowej Soli, gdzie zajęłyśmy 2 miejsce, pozostawiając w pokonanym polu bardziej doświadczone zawodniczki. Finały odbyły się w Wilkasach na Mazurach. Zajęłyśmy 4 miejsce i został pewien niedosyt. Byłyśmy jednak najmłodszą parą turnieju więc wynik jaki osiągnęłyśmy jest i tak sporym sukcesem. Jeśli będziemy miały taką możliwość chętnie wystartujemy w tych zawodach także w tym roku i postaramy się poprawić wynik.
- To jest dla mnie przede wszystkim spore wyróżnienie. Nie jest to łatwa praca, choć sprawie wiele radości. Mam też okazję odczuć na własnej skórze co przeszli z nami trenerzy Jasik i Wasielewski. W najbliższą niedzielę (29 stycznia dop. red.) w Nowej Soli po raz pierwszy samodzielnie poprowadzę zespół. Mam nadzieję, że uda nam się zwyciężyć.
- Niestety nie mam okazji do regularnej gry. Trenuje w AZS w Lesznie, gdzie studiuję. Gram też w amatorskiej lidze we Wschowie. Chciałabym jednak znaleźć klub, w którym mogłabym kontynuować karierę. Zastanawiam się też nad skończeniem kursu trenerskiego.
Aleksandra Grzywacz
ur. 13 kwietnia 1992 w Głogowie
siatkarka, wychowanka Virtus Szlichtyngowa
Komentarze 2