Piłkarska sobota przyniosła istotne zmiany w tabelach klasy okręgowej i klasy A. W okręgówce na pozycje premiowaną awansem wskoczył Dąb Przybyszów. Na niższym szczeblu rozgrywek pozycjami zamieniły się Avia Siedlnica i Korona Wschowa.
reklama
Wykryto bloker reklam!
Treść artykułu została zablokowana, ponieważ wykryliśmy, że używasz blokera reklam. Aby odblokować treść, proszę wyłączyć bloker reklam na tej stronie.
Dąb Przybyszów pokonał na boisku w Sławie Zenit Ługów 4:1. Porażkę odniósł natomiast dotychczasowy wicelider tabeli Formacja Port Mostki 2000. W bezpośrednich pojedynkach lepszy jest Dąb i po 24 kolejce spotkań to drużyna z Przybyszowa zajmuje 2 pozycje w tabeli. Prawdziwy koncert strzelecki kosztem Orła Szlichtyngowa urządził sobie Tramp Osiecznica. Nasza drużyna poległa we wsi koło Krosna Odrzańskiego 1:12.
W klasie A Avia zremisowała 4:4 w Cigacicach, a Korona pokonała Mieszka Konotop 5:1. Kolejną porażkę, 0:2 w Świdnicy odniosła Sparta Sława.
W klasie B Pogoń Wschowa wygrała w Nowym Żabnie 2:1.
W sporcie o sukces najprościej wtedy gdy drużyna nie skupia się na kalkulacjach, ale po prostu walczy o punkty. Z takiego założenia wychodzą działacze i zawodnicy Dębu Przybyszów. W sobotę zrobili swoje, czyli pokonali rywala – Zenit Ługów i to wystarczyło, żeby awansować na miejsce premiowane awansem. Taktyka na ostatnie sześć kolejek jest podobna, nikt nie podlicza punktów, nie kalkuluje – Zawsze mówię chłopakom, że gramy o 3 pkt. – powtarza prezes Dębu Wiesław Klecha.
Sobotni pojedynek w Sławie był wyrównany tylko w pierwszej połowie. Pierwsza bramka dla gospodarzy wpadła w 35 minucie. Goście zagrali ręką na polu karnym i sędzia wskazał na 11. Do siatki trafił Tomasz Bernaś.
Prawdziwy nokaut przyjezdnym zawodnicy Dębu urządzili w pierwszych 10 minutach 2 połowy. Bramki strzelali: Adrian Łobusiński, Damian Jodłowiec i Przemysław Jędrzejewski i w 55 minucie było już 4:0. Honorowego gola goście strzelili w 65 minucie. – W sumie mogliśmy wygrać jeszcze więcej, ale chłopaki mieli trochę rozregulowane celowniki i nie wykorzystaliśmy kilku dogodnych sytuacji.
Warto dodać, że dla Jędrzejewskiego był to już 20 gol w tym sezonie i zajmuje on 2 miejsce w klasyfikacji strzelców klasy okręgowej.
Korona Wschowa do meczu z Mieszkiem Konotop przystąpiła bez dwóch czołowych zawodników, którzy leczą kontuzje. Początek spotkania był więc bardzo trudny. – Rywale postawili nam wysoko poprzeczkę. Pierwsze 20 minut męczyliśmy się i nie mogliśmy poukładać gry - relacjonuje trener Tomasz Romanowicz. Goście wykonywali w tym czasie 4 rzuty rożne, po jednym z nich piłka uderzyła w poprzeczkę. Z czasem gra wschowian wyglądała coraz lepiej. W 25 minucie piłkarze Korony wyprowadzili kontrę, Paweł Romanowicz podał piłkę do Mateusza Szkurdzia, a ten umieścił ją w siatce. Druga bramka dla gospodarzy padła również po kontrataku. Po przechwyceniu piłki miejscowi wykonali 4 podania na 1 kontakt i po asyście Jakuba Kubiaka bramkarza gości pokonał Kuba Stachowiak.
W drugiej połowie inicjatywę od pierwszego gwizdka mieli goście. W 49 minucie w polu karnym przyjezdnych faulował Radosław Wijata i sędzia pokazał na 11. Piłkarze z Konotopu wykorzystali swoją szansę i było 2:1. – Starałem się mobilizować chłopaków, żeby nie odpuszczali, ale dopiero kontaktowa bramka dla gości pozwoliła nam się ponownie zmobilizować. Dwa decydujące ciosy rywalom wschowianie zadali w 70 i 71 minucie. Najpierw do bramki po asyście Stachowiaka strzelił Paweł Romanowicz. Minutę później Stachowiak był faulowany w polu karnym, a z 11 metrów trafił ponownie Paweł Romanowicz. To podcięło skrzydła gościom i końcówka należała już zdecydowanie do gospodarzy. W ostatniej minucie wynik na 5:1 ustalił Stachowiak, po tym golu sędzia zakończył spotkanie.
To zwycięstwo dedykujemy kontuzjowanym kolegom, Tadeuszowi Pietrzczykowi i Marcinowi Dobrowolskiemu – podsumowuje Tomasz Romanowicz – Tadek w poniedziałek przejdzie operacje kontuzjowanego barku, Marcina czeka kilka tygodni z nogą w gipsie.
Pechowo rozpoczął się wyjazdowy mecz Avii Siedlnica. Część drużyny dojechała na mecz chwile przed pierwszym gwizdkiem i zawodnicy nie mieli czasu na porządną rozgrzewkę, stąd do spotkanie przystąpili z marszu. Gospodarze tą sytuację skrzętnie wykorzystali i w 8 minucie prowadzili już 2:0. – Trudny początek nie wytrącił chłopaków z równowagi, przystąpiliśmy do odrabiania strat, mimo że przeciwnik postawił nam bardzo trudne warunki – mówi trener siedlniczan Bogdan Korczak. Jeszcze w pierwszej połowie Avia przeprowadziła dwie akcje, po których piłka znalazła się w siatce Mewy Cigacice. Pierwsza bramka wpadła po dwójkowej akcji pary napastników Grześkowiak – Hromiak, egzekutorem był Hromiak, po raz drugi piłkę w siatce umieścił Grzegorz Sierpowski po zagraniu Daniela Faliszewskiego. Drużyny schodziły do szatni przy wyniku 2:2.
Na tym jednak emocje się nie zakończyły. Po wznowieniu gry gospodarze szybko strzelili bramkę i stracili jednego ze swoich zawodników, który dostał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Dwa kolejne gole wpadały po strzałach zawodników Avii Siedlnica. Do bramki rywali trafiali Damian Szajkiening i ponownie Sylwester Hromiak. – Wydawało się, że wywieziemy z Cigacic korzystny wynik, ale zawodnicy Mewy byli bardzo zdeterminowani, w tym sezonie nie widziałem jeszcze drużyny grającej tak agresywny futbol. Niestety my pojechaliśmy na mecz tylko 12 zawodników i musieliśmy się oszczędzać, żeby zakończyć mecz w komplecie. Stąd nie mogliśmy odpowiedzieć gospodarzom podobną grą – relacjonuje Korczak. Miejscowi walczyli do końca o korzystny wynik i dopięli swego strzelając wyrównującą bramkę. Mecz zakończył się wynikiem 4:4.
Komentarze 0