Zaczynał od chodzenia na lekcjach WF w Osowej Sieni. Po latach przerwy wrócił do sportu, a na 15. Halowych Mistrzostwach Europy Masters w Toruniu wywalczył trzy medale w chodzie sportowym – w tym złoto z nowym rekordem Polski.
Dawid Dobroś pochodzi z Dębowej Łęki, obecnie mieszka w Machcinie (województwo wielkopolskie). Ze Wschową i okolicą związany jest od lat – w Osowej Sieni chodził do szkoły podstawowej, we Wschowie zdobywał zawód.
To właśnie na lekcji wychowania fizycznego w Osowej Sieni wszystko się zaczęło.
– Pewnego dnia na zajęciach kazali nam chodzić. Po prostu to robiłem, znając tylko zasady tego sportu – wspomina Dobroś.
Szybko okazało się, że ma talent. Zabrali go na pierwsze zawody do Środy Wielkopolskiej. Zajął 9. miejsce. Potem były kolejne starty – zawsze w pierwszej dziesiątce.
Przełomowy moment nadszedł w Kaliszu – na zawodach pojawił się Robert Korzeniowski. W 2002 roku Mistrz Olimpijski przyjechał też do Wschowy, gdzie na Mistrzostwach Polski Seniorów na 20 km zdobył złoto. Dobroś, wówczas uczeń szkoły podstawowej, startował na dystansie kilometra.
– Wtedy doszło do mnie, że chcę zająć się chodem – mówi.
Po przejściu do Gimnazjum nr 2 we Wschowie dołączył do LLKS Osowa Sień. Zaczął trenować pod okiem Andrzeja Orłowskiego – trenera, którego podopieczni od lat osiągają sukcesy na różnych szczeblach.
Dobroś pod jego okiem też zaczął osiągać dobre wyniki. Jako młodzik został dwukrotnym mistrzem makroregionu na 5000 metrów i finalistą mistrzostw Polski. Jako junior startował na dystansach od 5 do 20 kilometrów – na dwudziestce miał siódmy wynik w kraju.
A potem odszedł.
– Mając 18 lat zrezygnowałem z lekkoatletyki. Po dłuższym czasie tego żałuję – wspomina.
Przez blisko dziewięć lat nie startował. Przełom przyszedł w Głogowie, gdzie zaczął biegać z grupą BBL.
– Po miesiącu zostałem namówiony na bieg 10 km i wtedy poczułem, że chcę zacząć uprawiać sport – opowiada.
Od 2016 roku startuje regularnie. Wrócił też do współpracy z Andrzejem Orłowskim. Reprezentuje klub KGHM ZG Run.
Ale chód sportowy wciąż siedział gdzieś z tyłu głowy. Impuls przyszedł z Tokio. Podczas igrzysk olimpijskich w 2021 roku Dobroś oglądał, jak Dawid Tomala – jego dawny rywal z juniorskich zawodów – zdobywa złoty medal na 50 km.
– Tak sobie pomyślałem, że może ja kiedyś spróbuję startować. Może nie na olimpiadzie, ale w mastersach. Musiałem odczekać, aż ukończę 35. rok życia – tłumaczy.
W 2025 roku podjął próbę. Razem z trenerem Orłowskim przygotowywali się na Mistrzostwa Polski Masters w Gorzowie Wielkopolskim. Mieli pięć tygodni, żeby zaadaptować się do specyfiki chodu – prostowanego kolana, przejścia po stopę i stałego kontaktu z podłożem. Dobroś nie chodził wyczynowo od ponad piętnastu lat.
Efekt? Dwa złote medale – na 3000 i 5000 metrów.
– Najbardziej ucieszyły mnie wyniki, jakie osiągnąłem. Wtedy pomyślałem, że chciałbym jeszcze spróbować na jakichś zawodach międzynarodowych – przyznaje. – Dowiedziałem się, że będą Halowe Mistrzostwa Europy w Toruniu. Już w głowie miałem cel.
15. Halowe Mistrzostwa Europy Masters odbyły się w dniach 27 marca – 2 kwietnia 2026 roku. Dobroś jechał do Torunia z nadzieją na jeden medal – drużynowy.
Przed mistrzostwami trener Orłowski pisał: – Dawid, to są zawodnicy i nie ma co się dziwić i na nich oglądać. Trzeba zrobić swoją robotę, żeby w zdrowiu być gotowym.
Pierwszą konkurencją było 3000 metrów. Czas: 14 minut i 13 sekund. Srebrny medal.
– Nie spodziewałem się przed tą imprezą, że na tym dystansie zdobędę medal – mówi Dobroś. – Sam start ułożyłem bardziej taktycznie, niż żeby cisnąć na lepszy wynik.
Na 5 kilometrów uzyskał 24 minuty i 51 sekund. Brązowy medal. Ale mógł być szybszy.
– Stać mnie było na lepszy wynik, lecz po zobaczeniu ostrzeżeń trzeba było trochę zwolnić, żeby nie było dyskwalifikacji całej drużyny i żeby dowieźć to do mety – wyjaśnia.
Bo stawką była nie tylko pozycja indywidualna. Razem z Rafałem Goławskim i Pawłem Łuniewskim tworzyli drużynę w kategorii M-35. Na 5 km drużynowo uzyskali czas 1:12:49. Złoty medal. I nowy rekord Polski – poprawiony o 14 sekund. Poprzedni miał jedenaście lat.
Dobroś dwukrotnie stał na podium, gdy rozbrzmiewał polski hymn.
– Stojąc na podium dwukrotnie, miałem okazję słyszeć Mazurka Dąbrowskiego. Był wzrusz i łezka w oku – przyznaje. – Na te mistrzostwa jechałem z nadzieją na jeden medal drużynowy, a przywiozłem trzy.
Od lekcji WF w Osowej Sieni do Torunia minęło ponad dwadzieścia lat. W tym czasie Dobroś zdążył być mistrzem makroregionu, finalistą mistrzostw Polski, porzucić sport na niemal dekadę i wrócić do niego okrężną drogą – przez bieganie w Głogowie, inspirację igrzyskami w Tokio i pięć tygodni przygotowań do chodu.
– Pracowaliśmy, a ile czas mi pozwolił, to zrobiłem robotę – podsumowuje. – Dziękuję trenerowi, dziękuję moim najbliższym i znajomym za kibicowanie.
Trzy medale i rekord Polski to dowód, że talent z Osowej Sieni nie przepadł. Tylko musiał dojrzeć.
Komentarze 1