Kolejny raz spadł śnieg i od razu wraca klasyk: kto ma to odśnieżyć? Właściciel domu, spółdzielnia, wspólnota, a może gmina? I dlaczego w jednej ulicy ludzie z łopatami biegają od świtu, a w drugiej “nikt się nie poczuwa”, mimo że chodnik wygląda identycznie? Dzisiaj z tym pytaniem zwróciliśmy się do r. pr. Jacka Firleja.
Punktem wyjścia jest ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. To ona mówi, że właściciel nieruchomości ma zadbać o uprzątnięcie błota, śniegu i lodu z dróg dla pieszych położonych wzdłuż nieruchomości, przy czym chodzi o taką drogę, która jest położona bezpośrednio przy granicy nieruchomości.
I tu jest pierwsza „pułapka”, bo wielu ludzi utożsamia to z hasłem: chodnik przed domem = mój obowiązek. A w praktyce trzeba spojrzeć, czy to rzeczywiście jest chodnik „bezpośrednio przy granicy”.
Jak wskazuje mec. Firlej: w przepisach kluczowe jest jedno słowo: bezpośrednio. Jeśli między granicą działki a chodnikiem jest pas zieleni albo inny fragment terenu, sprawa często wygląda inaczej niż „odśnieżaj, bo to przed domem”.
Jak wyjaśnia r. pr. Jacek Firlej w uproszczeniu: jeżeli chodnik dotyka granicy działki (albo ogrodzenia stojącego na granicy), obowiązek uprzątnięcia zwykle spada na właściciela nieruchomości. Ale jeżeli między Twoją działką a chodnikiem jest pas zieleni, rów, skarpa, zatoka czy kawałek terenu należącego do gminy, to często oznacza, że chodnik nie leży bezpośrednio przy granicy. Wtedy rośnie szansa, że obowiązek przechodzi na zarządcę drogi lub gminę. W praktyce to też najczęstszy powód sporów, bo na oko “chodnik jest przy posesji”, ale formalnie już nie, bo jest oddzielony pasem zieleni.
Warto też pamiętać, że oprócz „odśnieżenia” liczy się bezpieczeństwo: usunięcie lodu, błota pośniegowego, posypanie śliskich fragmentów. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś się przewróci, bo wtedy temat przestaje być sąsiedzką dyskusją, a zaczyna się rozmowa o odpowiedzialności. Najwięcej emocji wywołują sytuacje graniczne: pas zieleni między działką a chodnikiem, zatoka autobusowa, miejsca postojowe. W takich przypadkach nie warto zgadywać, warto sprawdzić, czy ten ciąg pieszy rzeczywiście spełnia ustawową definicję.
Ustawa przewiduje też bardzo konkretny wyjątek: właściciel nieruchomości nie ma obowiązku sprzątania drogi dla pieszych, na której dopuszczony jest płatny postój lub parkowanie pojazdów. Mówiąc po ludzku: jeżeli gmina pobiera opłatę za parkowanie na tym chodniku, to nie powinna przerzucać na mieszkańca obowiązku „obsługi zimowej” tego miejsca.
To praktyczny przepis w miastach strefy płatnego parkowania potrafią biec wzdłuż zabudowy, a chodnik w zimie jest jednocześnie ciągiem pieszym i strefą manewru aut. W takim układzie odpowiedzialność częściej przesuwa się na stronę zarządcy drogi.
W budynkach wielorodzinnych mieszkańcy często pytają: to ja mam to odśnieżać pod blokiem? Zwykle nie. W praktyce obowiązek realizuje właściciel nieruchomości lub podmiot, który nią zarządza, czyli najczęściej spółdzielnia mieszkaniowa, wspólnota mieszkaniowa albo zarządca/administrator i zazwyczaj zleca to firmie sprzątającej.
Trzeba jednak odróżnić dwie sytuacje:
W praktyce, jeśli to „chodnik miejski” tuż przy ogrodzeniu osiedla, administracja i tak zwykle bierze go w harmonogram sprzątania, bo i tak jest oceniana przez mieszkańców po tym, czy da się normalnie przejść. Nawet w sytuacji, w której obowiązek spoczywałby na władzach lokalnych.
Jak zauważa mec. Firlej: W blokach ludzie często słyszą „to miasto powinno odnieżyć”. Czasem tak, ale częściej odpowiada zarządca nieruchomości, czyli spółdzielnia albo wspólnota. Mieszkaniec nie musi sam wychodzić z łopatą, ale może i powinien zgłosić problem administracji, bo to ona organizuje utrzymanie terenu i w razie potrzeby może sygnalizować potrzebę prac w Urzędzie Miasta.
Oczywiście pojawia się temat sankcji. Media co roku przypominają o możliwych grzywnach, ale w praktyce ważniejsze jest coś innego: ryzyko odpowiedzialności, gdy ktoś się poślizgnie i dozna urazu. Wtedy zaczynają się pytania o to, kto miał obowiązek utrzymania chodnika, czy było ślisko, czy podjęto jakiekolwiek działania, czy teren był należycie zabezpieczony.
I tu wracamy do podstaw: zanim ktoś powie „to nie moje”, warto upewnić się, czy chodnik rzeczywiście nie leży bezpośrednio przy granicy albo czy nie ma wyjątku z płatnym parkowaniem. Te detale potrafią przesądzić o tym, kto jest adresatem pretensji.
Co ważne, pozwy o odszkodowanie (np. za złamanie) potrafią opiewać na dziesiątki tysięcy złotych i w niektórych sytuacjach tańszym rozwiązaniem będzie po prostu zaopatrzenie się w dodatkowe worki z solą i odśnieżanie chodnika, niż ryzykowanie procesem sądowym.
Jeśli chcesz szybko ocenić sytuację, zrób trzy rzeczy:
Na koniec ważne doprecyzowanie: powyższe zasady to fundament wynikający z ustawy. Szczegóły (np. sposób wykonywania obowiązku, terminy, wymogi porządkowe) mogą być doprecyzowane w lokalnych regulaminach utrzymania czystości, więc w spornej sytuacji warto zajrzeć do uchwał gminy.
Artykuł powstał we współpracy z r. pr. Jackiem Firlejem z FIROST Firlej & Ostaszewski Kancelaria Radców Prawnych sp. j. (https://kancelaria-firost.pl/)
Komentarze 0