TworzymyGłos Regionu

Chłop, który nie miał hobby, szedł do knajpy

Sobota, 01 września 2012 o 11:27, autor: 0 1378
Chłop, który nie miał hobby, szedł do knajpy

3 i 4 grudnia w Sławie będzie miała miejsce Wystawa Gołębi Pocztowych w Hali sportowej przy Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych. To będzie pierwsza tego typu wystawa w Sławie. Organizuje ją sławski oddział Polskiego Związku Hodowców Gołębi

(Artykuł opublikowano 9 listopada 2011 o 11:27. 1 września 2012 został odświeżony) Henryk Zamróz prezesem sławskiego oddziału Polskiego Związku Hodowców Gołębi jest od 1990 roku. Gołębiami zajmuje się od 1972 roku, mieszkał wtedy w Krążkowie. Od czego się zaczęła moja przygoda z gołębiami? – pyta. Brat hodował, to i ja zacząłem. I tak jest do dzisiaj. Miałem przerwę, odbywając służbę w wojsku, ale pasja pozostała. Jakby to panu wytłumaczyć – zastanawia się – jak jest pasja, prawdziwa pasja, to nic jej nie przerwie. Tak jest w moim przypadku. Sławski oddział – przekonują mnie moi rozmówcy – działa prężnie. Za kadencji prezesa dorobili się własnego samochodu z przyczepą. Z okręgowego zarządu otrzymali bezprocentową pożyczkę na zakup mercedesa 814. Ale był za mały – mówi Zamróz – dokupiliśmy więc przyczepkę. Oddział Sława liczy cztery sekcje: w Siedlisku, Konotopie, Brzostowie i oczywiście Sławie. Łącznie skupia około 130 hodowców. Od niedawna posiadają własny sztandar, poświęcony 2 października 2011 roku na Górze św. Anny. Oprócz naszego, było tam jeszcze 140 sztandarów – mówi Zamróz – przyjechali hodowcy z całej Polski. Dużo sobie obiecują po organizacji 37 wystawy okręgowej gołębi pocztowych. Już teraz zainteresowanie ludzi jest bardzo duże i to osób, które na co dzień nie mają nic wspólnego z gołębiami. Jeździliśmy na wystawy do tej pory – mówi prezes - ale to tylko tak, pooglądaliśmy i wracaliśmy. Teraz to zupełnie co innego. Wszystkiego trzeba doglądnąć, zgrać, żeby miało ręce i nogi. Musimy pomyśleć jak się zachować przy otwarciu, przy zakończeniu, to dla nas wyzwanie. Byłem u pana dyrektora SCKiW z prośbą o poprowadzenie imprezy- dopowiada - bo wiadomo, że to ludzie medialni i potrafią takie spotkania poprowadzić. Zawodowcy - dopowiada wiceprezes oddziału, Eugeniusz Jaworski. Eugeniusz Jaworski wiceprezesem sławskiego oddziału jest drugą kadencję. W tym roku jego gołąb zajął piąte miejsce na 32 olimpiadzie gołębi w Poznaniu. Zjechali się tam hodowcy z całego świata. Olimpiada w Polsce ma miejsce raz na 25 lat (dwie poprzednie odbyły się w Katowicach w 1969 i 1989 roku – przyp. red.) – tłumaczy Jaworski - następna będzie miała miejsce w 2026 roku. Tej już nie dożyjemy - mówi Zamróz. Pracowałem w kopalni na Górnym Śląsku - mówi Eugeniusz Jaworski - tam górnik, który pracował, musiał mieć jedną rzecz, znaczy takie zajęcie. Albo hodował kanarki, albo króliki, albo gołębie. Chłop, który nie miał hobby, szedł do knajpy, na browara. W podobnym tonie panowie wypowiadają się o młodzieży. Żeby ją przyciągnąć do hodowli gołębi muszą mieć zdaniem prezesów poparcie rodziców. Niech sobie te gołębie trzymają – mówi Jaworski - mają zajęcie, do knajpy nie pójdą. Taki hodowca oczekuje przylotu gołębi, chodzi wokół nich, musi pracować, doglądać dzień w dzień. Jesteśmy obaj na emeryturze, ja z kopalni w Rudnej - mówi prezes - ale pracy przy gołębiach, chociaż z boku może wydawać się mało, jest jednak bardzo dużo. Przykładem jest grudniowa wystawa. Nawet w nocy człowiek myśli o wystawie, spać nie może, myśli, co zrobić, żeby wszystko zapiąć na ostatni guzik. Żeby gołębie mogły pojawić się na wystawie muszą mieć wylatane odległości. Samiczki - 2 tysiące kilometrów, samce 2,5 tysiąca. Gołębi na wystawie będzie około 600 – przewidują. Spośród tych gołębi wyłaniana jest reprezentacja na mistrzostwa Polski. Co to znaczy, że muszą mieć wylatane odległości? Wywożone są do jakiegoś punktu, np. do Słubic lub do Niemiec. Stąd potrzebny nam jest własny transport – mówi Henryk Zamróz. - Tam gołębie są koszowane, czyli przyjmowane z dokumentacją. Stamtąd kierownik lotów wypuszcza je o wyznaczonej godzinie, gołębie lecą na cały okręg i ten który pierwszy przyleci, wygrywa. Ale wygrywa ten dany lot. Natomiast, żeby wygrać kategorie, musi mieć pięć dobrych lotów. Rywalizacja odbywa się na szczeblu sekcji, oddziału, okręgu, regionu, mistrzostw Polski. W sumie jest czternaście lotów, ale w tych 14 lotach zalicza się loty krótkodystansowe, średniodystansowe i długie oraz maratony (ponad 700 km, lecą np. z Holandii lub Belgii). Niezbadana sprawa - mówi Jaworski - mówią, że gołąb wykorzystuje słońce, ale jak słońca nie ma, to gołąb też leci. Jest ileś tam czynników, które sprawiają, że gołąb potrafi wrócić, na przykład przyciąganie ziemskie. Mówią, że wykorzystuje autostrady i drogi kolejowe. Gołąb startując z jednego miejsca w Europie ma w sobie jakby całą mapę europejską. Wywozimy go do Holandii i on wie, że musi wrócić nie tylko do gołębnika, ale do swojego właściciela. I musi to zrobić szybko - dodaje prezes. Henryk Zamróz ma około 100 gołębi, Eugeniusz Jaworski 250. Ale u mnie – zaznacza wiceprezes – są dwie drużyny. Jedna moja, a druga syna. Dodatkowo jedna wnuczka zajmuje się gołębiami ze mną, a druga z synem. Jest i trzeci wnuk, ale jeszcze za mały. Jedne gołębie przeznaczone są do rozpłodu, inne do lotów i to są sportowe gołębie. W Polsce dokonuje się spisu 50 gołębi każdego hodowcy i tylko one mogą brać udział w zawodach. W jaki sposób rozpoznają które gołębie są przeznaczone do rozpłodu, a które do zawodów sportowych? Henryk Zamróz mówi, że każdy gołąb ma obrączkę z numerem oddziału i gołębia – nie sposób się pomylić. Eugeniusz Jaworski z kolei mówi: to jest jak z rodziną. Pan w tłumie rozpozna przykładowo swoją ciotkę, wujka, córkę lub syna. Podobnie hodowca gołębi. Traktuję je jak swoje dzieci. Wchodzę do gołębnika i od razu widzę, że wśród tych 250 pojawił się nowy i nie jest mój. Kiedyś gołąb pocztowy – opowiada Jaworski – był podciągnięty pod kategorię gołębia wojskowego. Pamiętam, jak za młodu złapałem jednego, miał powyrywane pióra i dwie obrączki. Przyniosłem do domu, a tutaj lament jakbym wprowadził diabła. Rodzice natychmiast zanieśli gołębia na posterunek milicji, bo to było wtedy nie do pomyślenia, żeby posiadać gołębia z obrączką. Dzisiaj wszystkie gołębie hodowców mają obrączki, a ludzie często je łapią. Z różnych powodów. Dla zysku – jedna obrączka kosztuje 7 zł. Ale przede wszystkim, łapiąc gołębia i dowiadując się z jakiego jest okręgu, mogą w internecie wyszukać jakie miał wyniki sportowe. Jeżeli okazuje się, że to ptak z sukcesami, to z dużym zyskiem takiego gołębia można sprzedać. Podczas grudniowej wystawy organizatorzy przeprowadzą licytację gołębi czołowych hodowców okręgu. Będą też wystawione gołębie hodowców ze Sławy. Licytacja odbędzie się 4 grudnia (w niedzielę) o godzinie 9.00. Pieniądze przeznaczone zostaną na dzieci z Domu Dziecka w Sławie. To jest jedyny sposób – mówią panowie – w jaki możemy odwdzięczyć się gminie za pomoc w organizacji wystawy. (na zdjęciu od lewej: Eugeniusz Jaworski, Henryk Zamróz) Rafał Klan
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

avatar

Do tej wiadomości nie został dodany żaden komentarz
Opisz szczegółowo, co jest niewłaściwe w komentarzu, który chcesz zgłosić do moderacji

REKLAMA

Pozostałe wiadomości

Ogłoszenia

REKLAMA

Czy wiesz, że blokując reklamy blokujesz rozwój portalu zw.pl? Dzięki reklamom jesteśmy w stanie informować Cię o wszystkim, co dzieje się w naszym regionie. Dlatego prosimy - wyłącz AdBlock na zw.pl